Dzisiaj, po dość długiej przerwie postanowiłam napisać o oglądanym przeze mnie serialu. Tym razem jest to Once Upon a Time (kiedyś będzie o Strażakach). Uprzedzam, że notka będzie zawierała całkiem sporo spojlerów, więc jeśli czytasz, to tylko na własną odpowiedzialność.
Aktualnie kończę oglądać sezon 3, więc nie wiem wszystkiego. Przede wszystkim serial przyjemnie się ogląda. W trzecim sezonie można się pogubić, ale jest to chwilowe. Co mnie tak użekło? Sam pomysł. Więc może opowiem, o czym to jest.
Once Upon a Time przenosi nas w świat baśni i bajek dla dzieci. Nudne? Niekoniecznie. Akcja nie toczy się cały czas w Zaczarowanym Lesie. Już wyjaśniam dlaczego. Przez klątwę, którą rzuciła Zła Królowa większość postaci przenosi się do naszego świata i zamieszkuje w małym miasteczku Storybrook. Jest pewien problem. Czas tam stanął w miejscu. Nikt się nie starzeje. Wyjątkiem jest Henry, adoptowany syn pani burmistrz. W wieku 11 lat, chłopiec odnajduje swoją biologiczną matkę Emmę, która jest kluczem do przełamania klątwy. Wszyscy wiemy jak to się skończy.
Serial zainteresował mnie pierwszymi odcinkami. Graham, mój idol, był boski. Tak był, ponieważ bardzo szybko umiera, czego nie mogę wybaczyć do teraz. Jego śmierć nie miała sensu. No dobra, przypominał sobie życie w Zaczarowanym Lesie i mógł pomóc Emmie przełamać klątwę, ale co z tego.
Ogólnie kocham całą rodzinę Rumpelstiltskina. Linię męską, oczywiście. Piotruś Pan, który jest jego ojcem, był genialną postacią. Inne spojrzenie na niego może zirytować jego fanów, ponieważ Piotruś Pan nie jest dobry, wręcz przeciwnie. Mimo wszystko go uwielbiam i dzięki niemu chcę obejrzeć oryginał (nie, nie oglądałam). Sam Rumpelstiltskin, jest... tajemniczy. Nie można przewidzieć, co zrobi. Jego syn Niel, urzekł mnie swoją prostotą, swoim... nie wiem, po porostu go uwielbiam. Jest facetem, z jakim chciałabym być. Z kolei Henry, wnuk Mrocznego jest fantastycznym dzieckiem, z niezachwianą wiarą. Dziecko, jakich teraz brakuje.
Ale w sumie ten post nie powstał, aby wywodzić się nad wspaniałością serialu. Szczerze, jestem wściekła. Jak można było zabić Piotrusia Pana, a kilka odcinków później jeszcze Niela? Jak?! Jeszcze niech Haka zabiją i już w ogóle nie będzie dla kogo oglądać. No chyba że razem z Elzą będzie także Olaf.
Czy to nie dziwne, że nie lubię żadnej damskiej postaci. Są takie przesadzone, że po prostu nie mogę ich znieść.
Mimo wszystko, serial jest genialny i naprawdę zachęcam każdego do zapoznania się z bohaterami. Część jest irytująca (Śnieżka), część nudna (Ariel), ale zdecydowana większość jest bardzo fajna.
I to by było na tyle. Jednak nie było tyle spojlerów, ile się spodziewałam.
Pytanie do Was: widzieliście już ten serial? Jeśli tak, to czekam na Wasze opinie. Jeśli nie, to co Wy tu robicie?! Spojlerów się nie czyta! Ale jeśli już przeczytaliście, to pytanie jest, czy mój bardzo chaotyczny opis zachęcił Was to obejrzenia. Piszcie.
Komentarze
Prześlij komentarz