Czyli wrażenia po przeczytaniu serii "Oddechy" Rebecci Donovan.
![]() |
| zdjęcie z google |
Książki opowiadają o losie Emmy Thomas, która nie miała łatwego życia. Śmierć ojca, mieszkanie z sadystyczną ciotką i wiele innych problemów (nie chcę spojlerować), sprawia, że Emmie ciężko jest zbliżyć się do kogokolwiek. Jej jedynym wsparciem jest Sara, zwariowana przyjaciółka. Jako jedyna wie, z czym zmaga się Emma. I wtedy nagle w życie głównej bohaterki wchodzi tajemniczy (lub nie) Evan. Przystojny chłopak, który od razu zwraca uwagę na niedostępną pannę Thomas. Próbuje do niej dotrzeć, pomóc jej. Chyba wszyscy wiemy jak to się skończy. Nie trzeba czytać książki, żeby stwierdzić, że to nie będzie zwykłą relacja koleżeńska.
Tyle ze streszczenia. Teraz trochę od siebie.
Pierwsza część wywołała u mnie gniew, na matkę Emmy, na jej ciotkę, na wuja. Nie rozumiałam, jak można się tak zachowywać. Jednocześnie było mi trochę żal Emily, ale tylko trochę. Poznaję Evana i zaczynam wierzyć, że nie wszystko jest skończone, że ktoś może pomóc załamanej nastolatce i prawie mu się to udaje. I wtedy wszystko się sypie i kończy się pierwsza część.
W drugiej części znienawidziłam Emmę. Rozumiem, że miała ciężko. Życie jej nie oszczędziło, jednak to nie tłumaczyło jej zachowania. Nie była szczera ze swoim chłopakiem, ale od razu otworzyła się na faceta jej matki. Naprawdę, to było okropne. Ledwie znała Jonathana, a już leciała do niego z każdym problemem. To nie było fair, w stosunku do Evana i Sary.Cały czas dziwi mnie, jak oni mogli z nią wytrzymać. I znowu wszystko się sypie, jednak tym razem jest to ewidentna wina Emmy i cieszę się, czytając ostatnie strony drugiej części, licząc na to, że zamknie to pewny rozdział w życiu panny Thomas. I zacznie żyć. Nie mogłam się bardziej pomylić.
W trzeciej części dowiadujemy się, że Emma studiuje w Stanford, Evan w Yale, a Sara wyjechała do Paryża. Z naszą bohaterką zostają współlokatorki, które nie wiedzą, jak jej pomóc. I tak by nic nie zrobiły, bo Emma nie chce niczyjej pomocy, zatapiając się w swojej rozpaczy. I wtedy pojawia się Cole, a ja lubię ją coraz mniej. Nie zostało w niej nic z tej twardej dziewczyna, która na początku wzbudziła moją sympatię. Robi szalone rzeczy, a Cole'a nie traktuje na serio. Trochę się o to prosił, ale mimo wszystko. No bo proszę Was, związała się z chłopakiem, który NIC o niej nie wiedział. Chociaż w sumie związkiem tego nie można nazwać raczej kumple i seks. Ale Cole się kończy, a do historii znowu wkracza Evan. I znowu można się domyślić, jak to się skończy.
Trochę o samych postaciach. Emmę sobie podaruje. Trochę już o niej napisałam, a nie chcę mieszać jej z błotem, bo nie wiem, jak ja bym się zachowała w jej sytuacji.
Sara jest wspaniałą dziewczyną. Radosna i żywa, zna się na ludziach i potrafi pomóc. Mimo wszystko została przy Emmie i wspierała ją. Jest przyjaciółką, jaką chciałabym mieć.
Evan... to Evan. Ciężko było mi go rozgryźć. Był miłym chłopakiem i wspaniałą drugą połówką, ale w niektórych momentach miałam ochotę krzyknąć: "Co ty robisz?! Zostaw ją, ułóż sobie życie."
Emma na niego nie zasługiwała. Po prostu. Jednak czasami miałam wrażenie, że zadawał się z Emmą tylko ze względu na ojca. Chciał mu zrobić na złość
Jonathana Wam nie opiszę, bo musiałabym opisać także jego przeszłość, a wolę to zostawić. Będziecie mieć niespodziankę. Sama osobiście go nie lubię. Jedynym jego plusem było to, że potrafił pomóc Emmie.
Ciotka Emmy miała coś nie tak z głową. Matka głównej bohaterki obwiniała ją o swoje porażki. Ojciec Evana tylko wymagał.
Cała książka bardzo mi się spodobała ze względu na podłoże psychologiczne. Ja, jako przyszła pani psycholog, zawsze zwracam uwagę na takie rzeczy. Dzięki temu potrafię w jakiś sposób zrozumieć Emmę, usprawiedliwić ją, przez co zyskuje w moich oczach.
Książkę jak najbardziej polecam. Szybko się czyta i jest naprawdę świetna. Idealna dla ludzi, którzy uważają, że mają trudne życie. Dzięki tej książce doceniłam moje życie.
Jakie Wy mieliście wrażenia po przeczytaniu? Kogo polubiliście, a kogo wręcz przeciwnie? Czekam na komentarze.

Komentarze
Prześlij komentarz