Błysk flesza

 Pada deszcz. Jest wyjątkowo ciepło. Ja skacząca na gangu. Tańczę w deszczu. W okół mnie rodzina i jacyś znajomi. Wszyscy patrzą na mnie i się śmieją. Nie ze mnie. Z mojej radości.

***


Siedzę przy stoliku razem z siostrą. Wakacje u Babci. Na śniadanie mamy budyń. Nie lubiłam budyniu. A może po prostu ten mi nie smakował, bo był nie słodki. Jemy ten budyń ponad godzinę. Chcemy już wyjść na dwór się pobawić, ale Babcia nam nie pozwala. Mówi nam, że wyjdziemy, jak zjemy budyń. Proponuje nam syrop. Podobno z syropem jest lepsze. Któraś z nas łapie za butelkę i nią potrząsa. Zakrętka nie była dokręcona. Syrop jest wszędzie. Na naszych piżamach, na stole, na ścianach, na firankach. Ale do budyniu też trafiły. Przynajmniej mamy budyń z syropem. Babcia trochę się denerwuje, ale w końcu możemy odejść od stołu. Już nie musimy się męczyć z tym budyniem.


***


Inne wakacje. U rodziców chrzestnych. Bawimy się w chowanego. Znalazłam genialną kryjówkę- kucnęłam za kiszonką poza podwórkiem. Kuzyn idzie w przeciwnym kierunku, a ja w tym czasie wskakuję na kiszonkę, żeby szybciej dobiec do miejsca, w którym mogę zaklepać. Chwilę później woła mnie wujek. Nie można chodzić po kiszonce, bo się psuje. Ostatnie w pełni szczęśliwe wakacje w tamtym domostwie. Przynajmniej z tych, które pamiętam.

***


Inne wakacje u Babci. Z kuzynką siedzimy całymi dniami w bawiące. Z wyjątkiem tych poranków, kiedy do wioski przyjeżdża sklepik. Mówimy Dziadkowi, co chcemy. Dziadek kupuje nam dodatkowo kilka innych łakoci. Babcia za chwilę kupuje nam coś jeszcze. A my wracamy do zabawy. Nogi jednego dnia myjemy kilka razy, bo inaczej nie weszlibyśmy do domu.


***

Wszystkie święta mojego dzieciństwa. Zawsze dużo ludzi. Zawsze bardzo głośno. Zawsze dużo jedzenia. Bez prezentów, za to z rodziną. Nie można zebrać myśl, ale to nie ważne. Ważne, że jest wesoło.


***


Wakacje u drugiej Babci. Poszliśmy zagrać w palanta. Stanęłam za blisko brata. Wziął zamach, żeby obić piłkę. Odbił, ale kij zatrzymał się na moim ramieniu. Babcia nas obserwuje. Po chwili rodzice nas wołają. Musimy wracać do domu. Przy samochodzie babcia patrzy na mnie i się śmieje. "Co, bolało?" Uśmiecham się zakłopotana i tłumaczę sytuację mamie. Po kilku dniach żółty siniak zniknął.


***


Miałam wspaniałe dzieciństwo. Tęsknie za dniami, kiedy nie miałam żadnych problemów. Tęsknie za tamtymi czasami. Kiedy dzieci spędzały całe dnie na podwórku. Kiedy do domu wracało się tylko na noc, bo rodzice kazali. Kiedy do dobrej zabawy wystarczył nam trzepak. Moje dzieci i wnuki będą miały zupełnie inne dzieciństwo. Będą zależne od technologii, bez względu na to, jak bardzo chciałabym ich przed tym uchronić. Świat się zmienia. Ja za tym nie nadążam. Chyba nie chcę nadążać




Komentarze