Obserwuję ludzi, których znam. Zastanawiam się, dlaczego niektórych znam od wielu lat, ale nic o nich nie wiem, a inni wydają mi się znajomi przy pierwszym spotkaniu. Dlaczego jest tak, że nie zależy mi na utrzymaniu przyjaźni, które trwały kilka lat, ale tęsknię za ludźmi, których znałam tylko tydzień.
Zastanawiam się kim jestem przy tych ludziach. Kim chcę być. Naprawdę sobą czułam się przez tydzień, ponad rok temu. Wszystko mnie cieszyło, miałam ochotę doświadczać nowych rzeczy. Chciałam nad sobą pracować, rozwijać się. Wiedziałam, że to jest idealna wersja mnie, że taka chcę być zawsze.
Jak to się dzieje, że najbliżsi mi ludzie nie potrafią do mnie dotrzeć, a zupełnie obcy człowiek wyzwala we mnie najlepsze cechy. Zupełnie obcy człowiek, który w ogóle mnie nie zna, sprawia, że jestem szczęśliwa i gotowa na zmianę.
Dlaczego ci pierwsi zostają w moim życiu, nawet jeśli tego nie chcę, a ten obcy człowiek, na którym mi zależy odchodzi po tygodniu. Rozmyślił się? Stwierdził, że nie warto? Nie byłam taką, jaką chciał, żebym była? Czy może ten człowiek po prostu się nudził, a ja byłam dla niego tylko rozrywką, eksperymentem.
A może pokazał mi kim mogę być, po czym usunął się w cień, robiąc miejsce nowemu człowiekowi, który został ze mną na dłużej. Zasiał we mnie ziarno, ale dbanie o nie zostawił komuś innemu, mając nadzieję, że jego następca zadba o nie prawidłowo.
Jeśli tak, to jego nadzieje się spełniły. Bo na jego miejsce wszedł człowiek, który wytrzymał ze mną troszkę ponad rok i jest dla mnie jak rodzina. Jest drugą siostrą, która mnie wysłuchuje, rozumie i doradza.
Tygodniowa znajomość zostawiła w moim sercu pewną rysę, która się nie zagoi. Ale jestem wdzięczna za tego człowieka i nigdy go nie zapomnę. Bardzo mi pomógł, prawdopodobnie nieświadomie.
Nie wierzę w przypadki. Wierzę w Boga. Wierzę, że stawia na mojej drodze ludzi, których akurat potrzebuję. Potrzebowałam tej tygodniowej znajomości, ale jeszcze bardziej potrzebuję przyjaciółki, którą otrzymałam.

Komentarze
Prześlij komentarz